17 listopada

The Crown: sezon 3


Wszystkie szczęśliwe rodziny są do siebie podobne, każda nieszczęśliwa rodzina jest nieszczęśliwa na swój sposób - tak Lew Tołstoj rozpoczął jedno ze swoich najpopularniejszych dzieł, Annę Kareninę. Nie bez przyczyny te słowa przez wielu uważane są za najlepsze pierwsze zdanie w historii literatury. Uderza swoją prawdziwością i uniwersalnością. Można nim również podsumować trzeci sezon serialu The Crown. Trudno się bowiem zdecydować, któremu z członków rodziny królewskiej, widzianej na ekranie, współczuć najbardziej.

Embed from Getty Images

Przyzwyczajenie się do oglądania nowych twarzy zajmuje chwilę, ale kiedy już się z tym uporamy, pozostaje się tylko zachwycać. Nowi aktorzy niczym nie ustępują swoim poprzednikom. Kontynuują malowanie obrazu, który jest nam tak dobrze znany z dwóch pierwszych sezonów naprawdę rewelacyjnie i w tym samym duchu. Królowa Olivii Colman jest chłodna i nieporuszona, książę Filip Tobiasa Menziesa wiecznie niespełniony, księżniczka Małgorzata Heleny Bonham Carter wręcz boleśnie zrezygnowana, a książę Karol Josha O'Connora zagubiony. Wszyscy zaś oni razem wzięci niewyobrażalnie samotni i nieszczęśliwi. Trzeci sezon The Crown jeszcze wyraźniej niż dwa poprzednie pokazuje nam, że bycie członkiem Brytyjskiej Rodziny Królewskiej to ostatnie, czego rozsądny człowiek mógłby sobie życzyć. 

Podróżujemy z bohaterami przez trudne lata 60. i 70. XX wieku. Jesteśmy świadkami katastrofy w Aberfan, inwestytury księcia Karola w Walii czy lądowania na księżycu. Widzimy z jakimi problemami zmagała się Wielka Brytania i ludzie, którzy nią wówczas rządzili. A wszystko to ukazuje się nam z punktu widzenia poszczególnych jednostek, co daje szansę, aby przekonać się, jak bardzo punkt widzenia zależy od punktu patrzenia. Jeśli dodamy do tego jak zwykle trafioną, choć może nie tak porywającą jak w poprzednich sezonach ścieżkę dźwiękową oraz niezaprzeczalny talent twórców do tworzenia naprawdę mocnych "momentów" na ekranie, często bez użycia żadnych słów, wtedy wiemy, za co tak naprawdę płacimy Netflixowi.  

Embed from Getty Images

Bohaterowie wykreowani w The Crown są do bólu ludzcy. Twórcy próbują wyjaśnić nam m.in. złożoność charakteru i motywy postępowania księcia Karola, którego przecież wielu Brytyjczyków nie lubi. Widzimy też królową, która niemal bez przerwy zmaga się z dylematami przerastającymi większość ludzi. Dowiadujemy się, jakie życie chciałaby prowadzić, ale w dramatycznej postaci księcia Windsoru dostrzegamy też, co się dzieje z tymi, którzy nie potrafią przyjąć tego, co zsyła im okrutny niekiedy los. Z kolei w osobie rewelacyjnie zagranego księcia Filipa, mojego odwiecznego faworyta, widzimy kompletnie nieudaną próbę połączenie jednego i drugiego - obowiązku i walki o własne "ja". Współczucie - oto słowo, które nasuwa się po obejrzeniu kolejnej odsłony dzieła Petera Morgana. Pojawiało się też w refleksjach poświęconych dwóm poprzednim sezonom, ale w przypadku tego wybrzmiewa szczególnie głośno i wyraźnie.

A jakie są wasze wrażenia po obejrzeniu trzeciego sezonu The Crown? Widzieliście go już? 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Pięć po piątej , Blogger