12 maja

Łukasz Walewski: Przywitaj się z królową


Czaiłam się na tę książkę odkąd tylko pojawiła się na rynku, czyli, biorąc pod uwagę długość życia takiej publikacji w dzisiejszych realiach wydawniczych, od całych wieków. Zerkałam, rozważałam, wrzucałam i wyrzucałam ze swojego koszyka, ale w końcu ją kupiłam. I po jej przeczytaniu byłam naprawdę zaskoczona, że w zasadzie nie tego się po niej spodziewałam, chociaż wydawało mi się, że nie oczekiwałam zupełnie niczego. I żeby nie brnąć dalej w ten poplątany wstęp, wyjaśniam, o co mi chodzi. 

Czy Łukasz Walewski napisał książkę, w której wyjaśnił nam, jak należy się zachowywać w towarzystwie królowej? Nie, wcale nie. Łukasz Walewski zrobił coś dokładnie odwrotnego - na niezwykle pouczających przykładach pokazał nam, czego w high society (czy w jakiejkolwiek innej society) robić nie powinniśmy. Można bowiem nie pochwalać ani sztywnego, dworskiego ceremoniału, ani samej instytucji monarchii, ale dobre wychowanie wymaga od człowieka poszanowania pewnych ogólnie przyjętych zasad. A z tym, jak pokazuje ta publikacja, bywa bardzo różnie.

Pomyślałam sobie, że aby zobrazować to, o czym właśnie napisałam, rzucę jakimś krwistym cytatem, ale zdałam sobie sprawę, że wybrałam kąsek nie tyle krwisty, co wręcz ociekający krwią. Mógłby on bowiem być jedynym co opublikuję pod zdjęciem książki Łukasza Walewskiego i to by w zupełności wystarczyło. Jest wszystkim tym, czego potrzeba do zrozumienia problemu. Moje światłe, z trudem sklecone zdania nie są tu do niczego potrzebne. Tak dobry jest ten cytat. Czy zrezygnowałam z pomysłu pokazania go wam, żeby przemycić trochę moich refleksji na temat Przywitaj się z królową? A skąd. Toteż narażając się teraz na to, że nie doczytacie tego tekstu do końca, cytuję co następuje: 

Uwaga, dla nas, zatwardziałych royal watchers, to naprawdę mocne. Proszę nie łkać w trakcie czytania. 


Blair spotkał kobietę w średnim wieku, która zwróciła się do niego:
- Może wezmę panu coś do jedzenia z bufetu?
Blair wspomina: poszedłem więc za nią, a gdy zapytała:
- A kim pan jest?
Przedstawiłem się, mówiąc:
- Jestem Tony Blair z brytyjskiej Partii Pracy. A pani jak ma na imię?
Odparła:
- Beatrix.
A ja na to:
- Yyy...
Ale na tym nie koniec. Obawiam się, że spytałem:
- A czym się pani zajmuje?
Odparła:
- Jestem królową. 
Blair podsumowuje: to jest coś, po czym naprawdę trudno wrócić do siebie. 

Amen.

Po co dodawać cokolwiek więcej? Po prostu dobrze przygotowujcie się do ważnych spotkań i wystąpień, nawet jeśli waszym rozmówcą nie jest akurat głowa Holandii - oto wniosek płynący z książki Łukasza Walewskiego, którą warto przeczytać choćby po to, żeby zapoznać się z większą liczbą podobnych historii z różnych stron świata. 

Zaliczyliście kiedyś jakąś towarzyską wpadkę? :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Pięć po piątej , Blogger