24 stycznia

Pięć po piątej, czyli co my tu w ogóle robimy


Mówi się, że to nie filmowcy, a życie pisze najlepsze i najbarwniejsze scenariusze. Trudno się z tym nie zgodzić śledząc losy brytyjskiej rodziny królewskiej. Bo czegóż oni na tym dworze nie przerabiali! Było wszystko, pełen wachlarz trzymających w napięciu przygód, zapierających dech w piersiach zwrotów akcji i porywających melodramatów. Ile by jednak nie powiedzieć i ile by nie napisać, przyznać trzeba jedno – jest w nich jakiś urok. Niech pierwszy rzuci kamieniem ten, komu nigdy przez myśl nie przeszło pytanie: jak by to było, gdybyśmy i my byli monarchią?

Embed from Getty Images

Gdy się na tym dłużej zastanowić, pewnie podobnie. Aktualnie drobna różnica polega na tym, że my co kilka lat zasiadamy do nowego serialu, lepszego lub gorszego, krótszego lub dłuższego, ale jednak w jakimś stopniu innego. Brytyjczycy zaś od wieków obserwują ten sam. Bohaterowie są powszechnie znani, zdanie na ich temat wyrobione, a intryga nieodmiennie (i dość zaskakująco) nadal wciągająca. Oczywiście, gabinety poszczególnych premierów przychodzą i odchodzą, w zależności od aktualnych nastrojów ludu, ale mianownik zawsze jest ten sam i jest nim właśnie rodzina królewska. W końcu w Modzie na sukces postacie drugoplanowe przez lata też się zmieniały, ale Ridge’a i Brooke nigdy zabraknąć nie mogło, a przynajmniej tak sądzę. Jeśli ktoś z Was, czytających ten tekst, dotrwał do końca tego tasiemca, niech da znać, czy się nie mylę. I czy w ogóle koniec Mody na sukces już nastał.
W każdym razie serial z brytyjską rodziną królewską trwa w najlepsze i wbrew szumnym zapowiedziom, raczej nie opłaca się go likwidować, bo i po co? Kto to widział, żeby ukręcać łeb kurze znoszącej złote jajka? Wszak trudno o drugą produkcję, o której można powiedzieć, że odcinek ze ślubem głównych bohaterów obejrzało blisko dwa miliardy ludzi na całym świecie. I słowo daję, że ani słynna odwaga gotowych na wszystko scenarzystów Gry o tron, ani geniusz Dr House’a, ani nawet blichtr House of Cards nijak ma się do rozmachu z jakim prowadzony jest brytyjski tasiemiec. Że już wymownym milczeniem… albo nie! Znane są wprawdzie liczne przypadki, w których aktor opuszcza jedną produkcję, aby poświęcić się grze w innej, ale takiego zamieszania jakie wywołała Meghan Markle swoim transferem z Suits do Kensington Cottage dawno nie widziano. Wydaje się, że nawet uciekający swego czasu z Barcelony do Realu Madryt Luis Figo nie wzburzył takich tumanów kurzu. Wobec tego tylko czekać, aż twórcy The Crown potwierdzą, że chcą do roli Meghan Markle zatrudnić Meghan Markle.
Podsumowując – obserwowanie życia brytyjskiej rodziny królewskiej z roku na rok staje się coraz ciekawsze, zamiast, jak należałoby się spodziewać, coraz nudniejsze. I choć co jakiś czas myślę sobie, że tam już naprawdę nic ciekawego wydarzyć się nie może, za każdym razem okazuje się, że królowa i jej kompania mają jeszcze parę asów w swoich jedwabnych rękawach. Wobec tego może przyjrzymy się im razem? Będzie raźniej.

Copyright © 2016 Pięć po piątej , Blogger