17 listopada

The Crown: sezon 3

The Crown: sezon 3

Wszystkie szczęśliwe rodziny są do siebie podobne, każda nieszczęśliwa rodzina jest nieszczęśliwa na swój sposób - tak Lew Tołstoj rozpoczął jedno ze swoich najpopularniejszych dzieł, Annę Kareninę. Nie bez przyczyny te słowa przez wielu uważane są za najlepsze pierwsze zdanie w historii literatury. Uderza swoją prawdziwością i uniwersalnością. Można nim również podsumować trzeci sezon serialu The Crown. Trudno się bowiem zdecydować, któremu z członków rodziny królewskiej, widzianej na ekranie, współczuć najbardziej.

Embed from Getty Images

Przyzwyczajenie się do oglądania nowych twarzy zajmuje chwilę, ale kiedy już się z tym uporamy, pozostaje się tylko zachwycać. Nowi aktorzy niczym nie ustępują swoim poprzednikom. Kontynuują malowanie obrazu, który jest nam tak dobrze znany z dwóch pierwszych sezonów naprawdę rewelacyjnie i w tym samym duchu. Królowa Olivii Colman jest chłodna i nieporuszona, książę Filip Tobiasa Menziesa wiecznie niespełniony, księżniczka Małgorzata Heleny Bonham Carter wręcz boleśnie zrezygnowana, a książę Karol Josha O'Connora zagubiony. Wszyscy zaś oni razem wzięci niewyobrażalnie samotni i nieszczęśliwi. Trzeci sezon The Crown jeszcze wyraźniej niż dwa poprzednie pokazuje nam, że bycie członkiem Brytyjskiej Rodziny Królewskiej to ostatnie, czego rozsądny człowiek mógłby sobie życzyć. 

Podróżujemy z bohaterami przez trudne lata 60. i 70. XX wieku. Jesteśmy świadkami katastrofy w Aberfan, inwestytury księcia Karola w Walii czy lądowania na księżycu. Widzimy z jakimi problemami zmagała się Wielka Brytania i ludzie, którzy nią wówczas rządzili. A wszystko to ukazuje się nam z punktu widzenia poszczególnych jednostek, co daje szansę, aby przekonać się, jak bardzo punkt widzenia zależy od punktu patrzenia. Jeśli dodamy do tego jak zwykle trafioną, choć może nie tak porywającą jak w poprzednich sezonach ścieżkę dźwiękową oraz niezaprzeczalny talent twórców do tworzenia naprawdę mocnych "momentów" na ekranie, często bez użycia żadnych słów, wtedy wiemy, za co tak naprawdę płacimy Netflixowi.  

Embed from Getty Images

Bohaterowie wykreowani w The Crown są do bólu ludzcy. Twórcy próbują wyjaśnić nam m.in. złożoność charakteru i motywy postępowania księcia Karola, którego przecież wielu Brytyjczyków nie lubi. Widzimy też królową, która niemal bez przerwy zmaga się z dylematami przerastającymi większość ludzi. Dowiadujemy się, jakie życie chciałaby prowadzić, ale w dramatycznej postaci księcia Windsoru dostrzegamy też, co się dzieje z tymi, którzy nie potrafią przyjąć tego, co zsyła im okrutny niekiedy los. Z kolei w osobie rewelacyjnie zagranego księcia Filipa, mojego odwiecznego faworyta, widzimy kompletnie nieudaną próbę połączenie jednego i drugiego - obowiązku i walki o własne "ja". Współczucie - oto słowo, które nasuwa się po obejrzeniu kolejnej odsłony dzieła Petera Morgana. Pojawiało się też w refleksjach poświęconych dwóm poprzednim sezonom, ale w przypadku tego wybrzmiewa szczególnie głośno i wyraźnie.

A jakie są wasze wrażenia po obejrzeniu trzeciego sezonu The Crown? Widzieliście go już? 

22 października

Jak będzie wyglądała monarchia przyszłości?

Jak będzie wyglądała monarchia przyszłości?

Sporym echem odbiła się ostatnio decyzja króla Szwecji, aby pozbawić pięcioro spośród siedmiorga swoich wnucząt tytułów Ich Królewskich Wysokości. Dzieciom odebrano apanaże, a co za tym idzie, zwolniono ich z pełnienia oficjalnych obowiązków, jakie zwykle łączą się z przynależnością do rodziny królewskiej. Dzięki temu małe książęta będą miały w przyszłości większą swobodę przy wyborze np. kariery, a co ważniejsze z punktu widzenia szwedzkiej monarchii, zmniejszy się grono osób, które oficjalnie mają prawo i obowiązek reprezentować kraj oraz jego interesy. Bardzo wąska jest też grupa osób należących np. do Domu Królewskiego Norwegii. Zalicza się do niej właściwie tylko pierwsza linia, a więc monarcha i jego bezpośredni następcy. A co z Wielką Brytanią?

Mniej znaczy więcej

Tu, wbrew pozorom, sprawa zmierza w bardzo podobnym kierunku. Nie jest tajemnicą, że świadomy coraz trudniejszej sytuacji monarchii książę Karol, dąży do ograniczenia liczby osób noszących tytuły nie tylko Ich Królewskich Wysokości, ale książąt i księżniczek w ogóle. Wiemy, że dzieci hrabiego i hrabiny Wessex nie mają tytułów królewskich, mimo że są wnukami królowej. Oficjalnie jest to wynik decyzji ich rodziców, natomiast o ile nie neguję chęci Edwarda i Sophie do pozbawienia swoich pociech tego brzemienia, o tyle trudno mi uwierzyć, że to jedyny powód, dla którego James i Louise nie są książętami. 

Sprawdzianem dla tej teorii były narodziny dziecka Harry'ego, które też kiedyś będzie wnukiem monarchy, a mimo to tytułu królewskiego nie dostało. I znowu - nie wiem czy Harry i Meghan sobie go życzyli czy też nie, ale uważam, że akurat w tej sprawie to nie ich zdanie było decydujące. W każdym razie jasno widać, wizja jakiej monarchii maluje się przed nami. W tej chwili jedynymi osobami, które noszą tytuły królewskie nie będąc dziećmi aktualnego lub przyszłego monarchy (albo ich małżonkami) i mają mniej niż siedemdziesiąt lat, są księżniczki Beatrice i Eugenie. Dlaczego? Urodziły się kolejno w 1988 i 1990 roku, kiedy pozycja monarchii była silniejsza, królowa młodsza, a ich ojciec, książę Andrzej, bardziej wpływowy. Podejrzewam więc, że trzydzieści lat temu po prostu nie było jeszcze planu ograniczenia liczby oficjalnych członków Brytyjskiej Rodziny Królewskiej. 

Kompromis na wagę istnienia

Nie jest zresztą tajemnicą, że książę Andrzej nie należy do zwolenników planu swojego starszego brata. Zacięcie walczył i wciąż walczy o wyższą pozycję swoich córek na dworze królewskim. Mówi się, że optował za przyznaniem im apanaży oraz zatrudnieniem ich na pełny etat w "firmie". Rzeczywistość pokazała jednak, że nie jest to konieczne. BRK jest stosunkowo liczna, a wraz z upływem czasu do osób wykonujących królewskie obowiązki dołączy najmłodsze pokolenie, czyli George, Charlotte i Louis. Najstarsi royalsi są już właściwie na częściowej emeryturze, a jedyną osobą, która mogłyby do nich w perspektywie najbliższych lat dołączyć, jest księżniczka Anna. Znając jednak jej charakter, jest to bardziej wątpliwe niż pewne. Karol i Camilla, z racji zajmowanej przez siebie pozycji, zwyczajnie nie mają takiej możliwości. 

Skąd takie zmiany? Monarchia, nawet taka, która nie daje jej przedstawicielom żadnej realnej władzy, jest ustrojem uznawanym za niesprawiedliwy społecznie. Przyznaje bowiem pozycję i przywileje nie według zasług, a w związku z urodzeniem. W dobie, w której wartości takie jak równość są niezwykle cenione, jej istnienie jest bardzo kontrowersyjne. Monarchy nie można sobie wybrać ani go usunąć, trzeba go natomiast poważać i utrzymywać wraz z całą rodziną i dworem. Trudno się dziwić, że cała armia ludzi, którym w dzisiejszych czasach wciąż należy się kłaniać bez żadnego sensownego powodu, drażni wiele osób, uważających taki ustrój za relikt słusznie minionej przeszłości. 

A jakie jest wasze zdanie na ten temat? Uważacie, że liczba Ich Królewskich Wysokości powinna być sukcesywnie ograniczana? 

W tym temacie polecam również:
Jakie tytuły będzie nosiło dziecko Harry'ego i Meghan? (klik)
Ten drugi syn królowej (klik)

07 października

Historia znajomości księżniczki Beatrice z Edo

Historia znajomości księżniczki Beatrice z Edo

Zaręczyny księżniczki Beatrice z Edoardo Mapelli Mozzim stały się faktem, dlatego pomyślałam, że dobrze byłoby prześledzić historię ich dotychczasowej znajomości z punktu widzenia oka kamery. O tym kim jest przyszły zięć księcia Andrzeja, pisałam już w tym wpisie (klik) i żeby się nie powtarzać, właśnie do niego odsyłam wszystkich zainteresowanych samą osobą pana młodego. Wspominałam tam, że Beatrice i Edo zaczęli się spotykać wczesną jesienią ubiegłego roku, ale że znają się już od jakiegoś czasu. I to prawda. Nie jest tajemnicą, że książę Andrzej przyjaźnił się ze zmarłym w 2011 roku ojczymem Edo, Christopherem Shale. Księżniczka uczestniczyła nawet w pogrzebie mężczyzny. Pewnie niewiele osób mogło wtedy przypuszczać, że jego rodzina ma szansę zapisać się w kronikach Brytyjskiej Rodziny Królewskiej w jeszcze inny sposób, a tymczasem wygląda na to, że tak właśnie się stanie, i to już wkrótce. 

W listopadzie 2018 roku tabloidy zorientowały się, że między Beatrice i Edo może być coś więcej niż tylko wieloletnia przyjaźń. To własnie wtedy pojawiły się pierwsze doniesienia o ich domniemanym związku. Jak zwykle bywa w podobnych sytuacjach, jedni w tę relację powątpiewali, inni jej przyklaskiwali, ale niemal wszyscy przypominali, że Edo ma syna i nie do końca jasny status związku z jego matką. Pisano nawet, że Dara Huang jest jego żoną, w co pisząca te słowa oficjalnie powątpiewała we wspomnianym wcześniej wpisie i wygląda na to, że wyjątkowo miała rację. Jakby jednak nie było, na przełomie grudnia i stycznia pojawiły się pierwsze wykonane przez paparazzi zdjęcia, które raczej nie pozostawiały pola do domysłów i ostatecznie potwierdzały, że Beatrice i Edo rzeczywiście są parą. 

W marcu 2019 roku księżniczka i jej chłopak po raz pierwszy oficjalnie pokazali się razem. Stało się to na gali organizowanej przez National Portrait Gallery w Londynie.

Embed from Getty Images

Trzy dni później Beatrice i Edo sfotografowano, kiedy opuszczali 34 restaurant w dzielnicy Mayfair, a pod koniec miesiąca widziano ich także w Nowym Jorku. W kwietniu Mapelli Mozzi towarzyszył rodzinie z Yorku na Grand Prix F1 na torze w Bahrajnie, a 18 maja wziął również udział w ślubie kuzynki Beatrice, Gabrielli Windsor (córki księcia Michała z Kentu) i Thomasa Kingstona. 

Embed from Getty Images
Embed from Getty Images

Kilka dni później para po raz kolejny pokazała się razem. 22 maja, wspólnie z księżniczką Eugenie, wzięli udział w spotkaniu zorganizowanym przez Elephant Family.

Embed from Getty Images


W czerwcu Beatrice zabrała swojego chłopaka na kolację z siostrą, księżniczką Eugenie i jej mężem, Jackiem Brooksbankiem, a nieco później w tym miesiącu na event związany z flagowym projektem jej ojca, księcia Andrzeja, którym jest oczywiście Pitch@Palace. 

Embed from Getty Images
Embed from Getty Images

W lipcu odwiedzili razem londyńską restaurację Annabel's oraz wzięli udział w wystawie zorganizowanej przez Lenny'ego Kravitza i producenta szampana Dom Perignon.  


Embed from Getty Images 
Embed from Getty Images

A we wrześniu... no cóż, doczekaliśmy się informacji o ich zaręczynach, o których pisałam tutaj (klik). 

Embed from Getty Images 

Wiemy już też, że ślub odbędzie się w przyszłym roku. Typujecie jakiś miesiąc? Dajcie znać. Ja stawiam na późną wiosnę - kwiecień lub maj. 

28 września

Zaręczyny księżniczki Beatrice

Zaręczyny księżniczki Beatrice

Brytyjska Rodzina Królewska poinformowała, że na początku września we Włoszech księżniczka Beatrice przyjęła oświadczyny Edoardo Mapelli Mozzi'ego, z którym spotyka się od roku. 

Jeśli wierzyć oficjalnemu oświadczeniu, obie rodziny są oczywiście niesamowicie szczęśliwe w związku z takim obrotem spraw. Już wiadomo, że ślub odbędzie się w przyszłym roku, ale na razie nie znamy jeszcze jego dokładnego terminu. 

Edo jest właścicielem firmy Banda i działaczem charytatywnym, a prywatnie tatą małego Wolfie'ego. Więcej na jego temat pisałam w styczniu. Ten wpis możecie znaleźć tutaj (klik). 

Embed from Getty Images 
Embed from Getty Images 
Embed from Getty Images

Spodziewaliście się tych zaręczyn?

26 maja

Królowa Matka, czyli rzecz o tym, jak nie wyrzec się siebie, wypełniając królewskie obowiązki

Królowa Matka, czyli rzecz o tym, jak nie wyrzec się siebie, wypełniając królewskie obowiązki

Elizabeth Angela Marguerite Bowes-Lyon urodziła się 4 sierpnia 1900 roku w hrabstwie Hertfordshire, a przynajmniej tak się mówi, bo całkowitej pewności co do tego nie ma. Data jej narodzin, ich miejsce oraz tożsamość matki są bowiem od dawna dość szeroko dyskutowane. Podobno swoje trzecie imię i pseudonim "cookie", którym opisywali ją książę i księżna Windsoru, zawdzięczała biologicznej matce, francuskiej kucharce, Marguerite Rodiere. Czy tak było w rzeczywistości? Trudno powiedzieć. Oficjalnie jednak uważano ją za najmłodszą córkę 14. hrabiego Strathmore i Kinghorne oraz jego małżonki, Cecylii. Jako taka stanowiła niezłą partię, również dla członków rodziny królewskiej, chętnej w tamtym czasie do wprowadzenia odrobiny brytyjskiej krwi do swoich żył. Warto pamiętać, że początek lat 20. XX wieku to czas, w którym I wojna światowa była bardzo świeżym i bardzo drażliwym tematem, a Niemcy byli powszechnie nielubiani. Z tego powodu w 1917 roku BRK zmieniła swoje nazwisko z obco brzmiącego Sachsen-Coburg-Gotha na swojskie Windsor. Postanowiono też przychylniejszym okiem spoglądać na małżeństwa członków rodziny królewskiej z Brytyjczykami, zamiast preferowanych wcześniej książąt i księżniczek z innych europejskich dworów, będących najczęściej spokrewnionymi z BRK. 

Embed from Getty Images

Elżbieta wychowywała się m.in. w zamku Glamis, dzisiaj przez wielu uważanym za najbardziej nawiedzony zamek w Wielkiej Brytanii, a edukację odebrała z rąk często zmieniających się guwernantek. Podobno jej rodzina wcale nie chciała dla niej statusu księżnej, a i ona sama też początkowo nie była zachwycona tą wizją. Dwukrotnie odrzuciła oświadczyny księcia Yorku, który dopiero za trzecim razem przekonał ją do tego, że jest dla niej odpowiednim partnerem. Tym sposobem 26 kwietnia 1923 roku stanęła z nim na ślubnym kobiercu. Trzy lata później, 21 kwietnia 1926 roku, urodziła mu pierwszą córkę. Dali jej imię matki, czyli Elżbieta, co później było przyczyną małego zamieszania. Ale czy ktoś mógł wówczas przypuszczać, że obie panie zostaną królowymi Wielkiej Brytanii i że trzeba je będzie jakoś od siebie odróżniać? Raczej nie. 21 sierpnia 1930 roku na świat przyszła druga córka księcia i księżnej Yorku, którą nazwali Małgorzatą. 

Embed from Getty Images 

Być może sama Elżbieta uważała, że lata 20. wywróciły jej życie do góry nogami, bo to właśnie wtedy dołączyła do rodziny królewskiej, ale prawdziwa rewolucja czekała ją w latach 30. W 1936 roku zmarł król Jerzy V, a miejsce na tronie zajął starszy brat księcia Yorku, David, przyjmując imię Edwarda VIII. Ten jednak, jak wszyscy doskonale wiemy, postanowił ożenić się z Wallis Simpson, dwukrotną amerykańską rozwódką. Dwór nie mógł tego zaakceptować i zmusił nieposłusznego króla do abdykacji. Doprowadziło to do sytuacji, w której na tronie musiał zasiąść jego młodszy brat, Bertie, przyjmując imię Jerzego VI. Elżbieta stała się więc dość nieoczekiwanie królową małżonką. Wraz z mężem została koronowana w maju 1937 roku. Sporą popularność i przywiązanie poddanych zyskała w czasie II wojny światowej, kiedy to odmówiła ewakuacji i opuszczenia kraju. Wiele osób namawiało ją wówczas do przeczekania nalotów poza granicami Wielkiej Brytanii, np. w USA, ale właśnie wtedy wypowiedziała najsłynniejsze słowa w całym swoim życiu. Brzmiały one tak: dzieci nigdzie nie pojadą beze mnie. Ja nie opuszczę króla. A król nigdy nie wyjedzie. Łatwo sobie wyobrazić, że nawet najwspanialszy spec od wizerunku nie wymyśliłby sobie lepszego zdania w zaistniałych okolicznościach.


Embed from Getty Images 

Elżbieta swoje obowiązki wypełniała należycie i z urokiem, mimo że uważano ją za nieco apodyktyczną oraz nie stroniącą od dobrej zabawy. Zabawa ta jednak była zawsze w granicach wszelkich norm przyzwoitości i dobrego wychowania. Tąpnięcie w jej wymagającym, ale stabilnym i uporządkowanym życiu spowodowała śmierć męża. Jerzy VI zmarł 6 lutego 1952 roku, a tron objęła ich starsza córka, Elżbieta. Jednym z problemów, z jakimi musiał się wówczas zmierzyć dwór, była kwestia tytulatury. Zabrakło króla, ale za to kraj miał aż trzy królowe. Elżbieta II była tą najważniejszą, ale co zrobić z jej rodzicielką? Nie zdecydowano się nazywać jej Królową Wdową, jak to bywało w przeszłości, bo żyła jeszcze jej teściowa, królowa Maria i to w odniesieniu do niej stosowano to miano. Dodatkowym utrudnieniem był fakt, że zarówno panująca monarchini, jak i jej matka, nosiły to samo imię. Uznano więc w końcu, że tę drugą będzie się nazywać Królową Matką. Któż mógłby przypuszczać, że to określenie będzie funkcjonowało przez niemal kolejnych 50 lat i jeszcze na długo po śmierci szacownej damy.

W każdym razie na początku lat 50. Elżbieta przeżyła niemały szok, nie tylko związany ze śmiercią małżonka, do którego była bardzo przywiązana, ale i do idącej za nią zmiany swojego własnego statusu. Już nie była najważniejszą kobietą w kraju i jako osobie przyzwyczajonej do starego układu oraz, jak już wspomniałam, nieco apodyktycznej, trudno jej się było z tym faktem pogodzić. Tym bardziej, że Jerzy VI uchodził za człowieka, który chętnie powierzał żonie część swoich obowiązków, co z kolei jej bardzo odpowiadało. Elżbieta nie miała jednak wyjścia i zrobiła co do niej należało - zaczęła wspierać swoją córkę i jej następcę, księcia Karola, który był podobno jej ukochanym wnukiem.

Była patronem wielu organizacji, zaszczyciła swoją obecnością wiele uroczystości i odwiedziła kilka krajów w ramach pełnienia obowiązków publicznych. To, co zwracało uwagę Brytyjczyków, to jej wystawny tryb życia. Uwielbiała drogie rozrywki. Kolekcjonowała obrazy i inwestowała w konie. Była zagorzałą hazardzistką i miłośniczą whisky, z którą chyba kojarzy się do dziś. Do swoich ostatnich dni umiała się doskonale bawić, była serdeczna dla ludzi i charakteryzowała się dużym poczuciem humoru, a połączenie tego wszystkiego sprawiało, że uważano ją za osobę zupełnie niepowtarzalną. 


Embed from Getty Images 

Zmarła w Wielką Sobotę, 30 marca 2002 roku, w podeszłym wieku 101 lat. Przeżyła swojego męża o blisko pół wieku.

16 maja

Royal Windsor Horse Show | 2019

Royal Windsor Horse Show | 2019

Royal Windsor Horse Show to doroczny pokaz wierzchowców odbywający się, jak sama nazwa wskazuje, w Windsorze. Powszechnie wiadomo, że Brytyjska Rodzina Królewska uwielbia konie i wszystko co z nimi związane, więc zawsze chętnie i tłumnie zaszczyca tę imprezę swoją obecnością. 

W tym roku wydarzenie odbywało się w dniach 8-12 maja. 

Już pierwszego dnia imprezy mogliśmy zobaczyć królową, której nie straszna była niezbyt sprzyjająca pogoda. Humor wyraźnie dopisywał monarchini. 

Embed from Getty Images 
Embed from Getty Images 
Embed from Getty Images

Momentami emocje były naprawdę wielkie. 

Embed from Getty Images

Po wszystkim Elżbieta II odjechała autem na spotkanie ze swoim ósmym prawnukiem, który przyszedł na świat zaledwie dwa dni wcześniej. 

Embed from Getty Images

Dzień później na zawodach można już było zobaczyć liczniejsze grono royalsów. Nie zabrakło nawet jedynego w rodzinie emeryta i mojego osobistego ulubieńca, księcia Filipa. 

Embed from Getty Images 
Embed from Getty Images

Pojawiła się też wiceprzewodnicząca imprezy, hrabina Wessex, która z dumą przyglądała się wyczynom swojej córki, Louise, której szło naprawdę świetnie.  

Embed from Getty Images
Embed from Getty Images
Embed from Getty Images

Sophie bawiła się doskonale - robiła zdjęcia i dawała rady córce. 

Embed from Getty Images 
Embed from Getty Images

Były też królowa i jej córka, księżniczka Anna.  

Embed from Getty Images
Embed from Getty Images
Embed from Getty Images

Trzeciego dnia monarchini pojawiła się w towarzystwie syna, księcia Andrzeja. Spotkała się też z królem Bahrajnu. Na imprezie były tego dnia widziane również jej trzy prawnuczki - Savannah i Isla Phillips oraz Mia Tindall.

Embed from Getty Images 
Embed from Getty Images 
Embed from Getty Images

Wieczorem odbył się specjalny pokaz muzyczno-rozrywkowy, przygotowany dla uczczenia 200 rocznicy urodzin i długiego życia królowej Victorii. Pojawili się na nim królowa, książę Edynburga, książę Sussex, książę Yorku, hrabia i hrabina Wessex oraz Louise. 

Embed from Getty Images
Embed from Getty Images
Embed from Getty Images
Embed from Getty Images
Embed from Getty Images
Embed from Getty Images
Embed from Getty Images

Ostatniego dnia mieliśmy okazję ponownie zobaczyć królową, hrabię i hrabinę Wessex z dziećmi - Louise i Jamesem oraz księcia Michaela.

Embed from Getty Images
Embed from Getty Images
Embed from Getty Images
Embed from Getty Images

Też macie wrażenie, że nic tak jak konie nie rozgrzewa wyobraźni Windsorów? :)

12 maja

Łukasz Walewski: Przywitaj się z królową

Łukasz Walewski: Przywitaj się z królową

Czaiłam się na tę książkę odkąd tylko pojawiła się na rynku, czyli, biorąc pod uwagę długość życia takiej publikacji w dzisiejszych realiach wydawniczych, od całych wieków. Zerkałam, rozważałam, wrzucałam i wyrzucałam ze swojego koszyka, ale w końcu ją kupiłam. I po jej przeczytaniu byłam naprawdę zaskoczona, że w zasadzie nie tego się po niej spodziewałam, chociaż wydawało mi się, że nie oczekiwałam zupełnie niczego. I żeby nie brnąć dalej w ten poplątany wstęp, wyjaśniam, o co mi chodzi. 

Czy Łukasz Walewski napisał książkę, w której wyjaśnił nam, jak należy się zachowywać w towarzystwie królowej? Nie, wcale nie. Łukasz Walewski zrobił coś dokładnie odwrotnego - na niezwykle pouczających przykładach pokazał nam, czego w high society (czy w jakiejkolwiek innej society) robić nie powinniśmy. Można bowiem nie pochwalać ani sztywnego, dworskiego ceremoniału, ani samej instytucji monarchii, ale dobre wychowanie wymaga od człowieka poszanowania pewnych ogólnie przyjętych zasad. A z tym, jak pokazuje ta publikacja, bywa bardzo różnie.

Pomyślałam sobie, że aby zobrazować to, o czym właśnie napisałam, rzucę jakimś krwistym cytatem, ale zdałam sobie sprawę, że wybrałam kąsek nie tyle krwisty, co wręcz ociekający krwią. Mógłby on bowiem być jedynym co opublikuję pod zdjęciem książki Łukasza Walewskiego i to by w zupełności wystarczyło. Jest wszystkim tym, czego potrzeba do zrozumienia problemu. Moje światłe, z trudem sklecone zdania nie są tu do niczego potrzebne. Tak dobry jest ten cytat. Czy zrezygnowałam z pomysłu pokazania go wam, żeby przemycić trochę moich refleksji na temat Przywitaj się z królową? A skąd. Toteż narażając się teraz na to, że nie doczytacie tego tekstu do końca, cytuję co następuje: 

Uwaga, dla nas, zatwardziałych royal watchers, to naprawdę mocne. Proszę nie łkać w trakcie czytania. 


Blair spotkał kobietę w średnim wieku, która zwróciła się do niego:
- Może wezmę panu coś do jedzenia z bufetu?
Blair wspomina: poszedłem więc za nią, a gdy zapytała:
- A kim pan jest?
Przedstawiłem się, mówiąc:
- Jestem Tony Blair z brytyjskiej Partii Pracy. A pani jak ma na imię?
Odparła:
- Beatrix.
A ja na to:
- Yyy...
Ale na tym nie koniec. Obawiam się, że spytałem:
- A czym się pani zajmuje?
Odparła:
- Jestem królową. 
Blair podsumowuje: to jest coś, po czym naprawdę trudno wrócić do siebie. 

Amen.

Po co dodawać cokolwiek więcej? Po prostu dobrze przygotowujcie się do ważnych spotkań i wystąpień, nawet jeśli waszym rozmówcą nie jest akurat głowa Holandii - oto wniosek płynący z książki Łukasza Walewskiego, którą warto przeczytać choćby po to, żeby zapoznać się z większą liczbą podobnych historii z różnych stron świata. 

Zaliczyliście kiedyś jakąś towarzyską wpadkę? :)

Copyright © 2016 Pięć po piątej , Blogger